Święto zmarłych

Poniedziałek, 05.11.2018

W dzieciństwie listopad miał dla mnie inny wymiar. Życie splatało się ze śmiercią, magia znicza i wosk na palcach, dreszcz w ciemnościach i oddech na plecach wróżyły odkrycie sensu istnienia. Wyobraźnia działała w każdą stronę.

Teraz już śmierć nie robi takiego wrażenia jak wtedy. Święto śmierci jest tylko wrzodem na dupie w moim kalendarzu. Początek listopada kojarzy mi się jedynie z ciągiem świąt następujących po nim, które wymuszają wymuszone działania i powodują jedynie spadek nastroju. Dla mnie śmierć istnieje codziennie, codziennie jest święto śmierci i wydarzenia ze śmiercią w tle lub na pierwszym planie krzyczą do mnie z monitora. Cmentarz nie kojarzy mi się już ze śmiercią tylko z pomnikami na których wypada coś postawić bez względu na jakość relacji z leżącymi pod kamiennymi płytami. Wypada. Śmierć jest w ludziach teraz, na ich twarzach w kolejce w supermarkecie, w tikach nerwowych i w zniecierpliwieniu połączonym z rzucaniem cukru na taśmę. Kojarzy się z poniedziałkowym bólem krzyża i permanentnym co tygodniowym bólem dupy. Umierający w przyszłości umierają już dzisiaj krzycząc z Insta, że życie jest piękne, realizując jednocześnie z wymuszonym entuzjazmem plany innych. Są tylko zużytymi bateriami energii, którą wyplują na znienawidzone działania, na znienawidzonych stanowiskach i w niewygodnych godzinach pracy, produkując karykatury nie swoich marzeń –  przewijając je w dół, wgniatając twarde kamyczki jednym palcem w plastelinową atrapę życia. Wymuszając szablonowe komentarze od innych zombie na tłustych powierzchniach wyświetlaczy – w innych wyrobionych kciukami alternatywnych rzeczywistościach. Wbici okrutnym obcasem w betonowe pudełka z okienkami, podnosząc czasem wzrok – dalej mylą życie ze śmiercią.

Ale Halloween to światełko w tunelu, zawsze można zawiesić oko na jakimś dreszczowcu a Stasiek może pobiegać po domu w wampirzej pelerynce wydając nieokreślone dla świata żywych  dźwięki. Piotrek musiał jechać z J. na cmentarz i po wodę…. i resztę zakupów. Nie narzekał. Ja mogę przeczytać kolejną książkę.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s